<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"><channel><title>http://izold.jogger.pl/</title><link>http://izold.jogger.pl/</link><description>Wpisy z dziennika internetowego Jogger, wspomaganego przez Jabbera</description><lastBuildDate>Fri, 18 May 2012 02:22:45 +0200</lastBuildDate><generator>JoggerPL</generator><item><title>Ja wam pokażę!</title><link>http://izold.jogger.pl/2007/08/10/ja-wam-pokaze/</link><description>&lt;p&gt;To tytuł książki, którą czytam już po raz drugi i to w tych samych okolicznościach przyrody. Traf chciał, że czytam ją i głęboko przeżywam zawsze wtedy, gdy moja druga połowa wygrzewa dupę na złocistym piachu w jednym ze znanych kurortów nadmorskich w naszym cudownym kraju. Jest mi źle i niedobrze zarazem, a bohaterka tejże książki uczy mnie jak znosić nieobecność mężczyzny i pokochać wreszcie samą siebie.&lt;br&gt;
To nie fair, moim zdaniem, że faceci zostawiają swoje ukochane kobitki często na długie miesiące i jadą sobie w siną dal w przekonaniu, że jak wrócą, to zobaczą tę samą kobietę, z tą samą ukochaną oponką na brzuchu, z szufladą niezapłaconych rachunków i drugą szufladą kosmetyków do makijażu, demakijażu, peelingu, liftingu, masażu, kąpieli, prysznica, sauny, pielęgnowania stóp, podbródka i środkowej części nadgarstka ręki prawej....Z własnego doświadczenia wiem, że taki wyjazd faceta zmienia kobietę nie do poznania...&lt;br&gt;
Mi się przyda i jemu też. Przerwa, odpoczynek i trochę tęsknoty może. Ale tylko może. Bo ja tęsknie już dziś ( a On jedzie w niedzielę), a On zatęskni może raz i to dwa dni przed powrotem.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Nienawidzę już polskiego morza. Kiedyś myślałam, że to szczyt bycia romantycznym, gdy chłopak zabiera dziewczynę na spacer po plaży o zachodzie słońca, buziaki, pluszaki, macania i te sprawy. Dzisiaj wiem, że nigdy tego raczej nie zaznam (jak tak dalej pójdzie), a co więcej, morze wyschnie, zanim je ujrzę.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Jestem jak zwykle niezadowolona z tych wakacji. Postanawiam wszem i wobec, że już zawsze będę niezadowolona. NA MAKSA!&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Fri, 10 Aug 2007 23:46:07 +0200</pubDate><guid>http://izold.jogger.pl/2007/08/10/ja-wam-pokaze/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Endlich ich :}</title><link>http://izold.jogger.pl/2007/07/05/endlich-ich/</link><description>&lt;p&gt;No...wakacjony się zaczęły. Są do dupy beznadziejne, ale to tylko dzięki mnie samej. Jakoś zawsze tak zrobię, że jestem niezadowolona. Raczej...ja zwykle jestem niezadowolona. Ostatnio byłam zadowolona 27 czerwca, jak mi Cobra kupił za złotówkę fajny telefon. Wreszcie zatem jestem w posiadaniu nowego telefonu i mogę go sobie zużywać ile mnie się tylko podoba.&lt;br&gt;
Wreszcie skończyły się upały, ale to, co nastało zatrważa mnie niejako. Pogoda jest lekko mówiąc dupna i już by mogły być jednak upały.&lt;br&gt;
Wreszcie gadać sobie mogę swobodnie i po polsku. Obawiam się, że w październiku zacznę drugi rok przerewelacyjnym Null z pierwszego kolosa. W sumie to już mi wszystko jedno. Okazuje się, że żeby załapać się na tej uczelni na stypendium naukowe, trzeba znać rewelacyjnie historię filozofii i niemniej orientować się w psychologii. A co Wy myśleliście, że ja studiuję germanistykę? Błąd. Ja studiuję wszystkie najbardziej przesrane nauki humanistyczne na UW. Tak dla zabicia czasu rzecz jasna.&lt;br&gt;
Wreszcie wstaję o normalnej porze dnia, czyli w samo południe.&lt;br&gt;
I na koniec największe WRESZCIE jakie może być. WRESZCIE ruszyłam dupę. Tak, to nie jest fatamorgana. Iza się rusza. Moja trasa jest długa i męcząca, ale dam radę. Nawierzchnia spoko, ale trochę twardawa miejscami. Trzeba się co prawda schylać, ale rzecz jasna sytuacja tego wymaga. Jestem wytrwała i dumna z siebie. To cudowne uczucie.....przestać używać pilota do telewizora :D&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Thu, 05 Jul 2007 21:31:05 +0200</pubDate><guid>http://izold.jogger.pl/2007/07/05/endlich-ich/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Pisofszit</title><link>http://izold.jogger.pl/2007/05/29/pisofszit/</link><description>&lt;p&gt;Wielki Comeback. Tęskniliście? Super...nie liczyłam na przytaknięcie w sumie.&lt;br&gt;
Zbliża się sesja, której znowu nie mam. Super studia, tylko dlaczego w ciągu 10 dni muszę napisać 13 zaliczeniowych kolokwiów? Oto jest pytanie....&lt;br&gt;
Nie zapowiada się jak na razie kampania wrześniowa. Wakacje w spokoju i ciszy spędzę w swym mieście rodzinnym. Żadnej pracy, żadnej Warszawy, żadnych obowiązków. Słodkie lenistwo pewnie w samotności. Trudno.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Po cichu liczę jednak na udane wakacje. Wystarczy tylko, że trochę pozmieniam w swojej głowie znaczenie słowa &quot;udane&quot; i wszystko będzie okej.&lt;br&gt;
Moja sytuacja mieszkaniowa lekko się polepszyła. Za to jedna z moich współlokatorek sesję najprawdopodobniej spędzi w szpitalu ;/ Super moment na choroby. Współczuję.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Właściwie nic szczególnego się u mnie nie wydarzyło. Przeszłam przez kilka awantur i burz, milion razy zjebałam Magdę, dwa miliony razy ona rzuciła we mnie siarczystą kurwą. Biedny Cobra mnie musi częściej znosić. Zwalam mu się na chatę coraz częściej. Lepiej mi się myśli w akademikach PW. Jeszcze mnie nie zabił, ale śmierć wisi w powietrzu. Cierpliwość do mnie szybko się kończy.&lt;br&gt;
Super, że wrócę niebawem do domu. Coraz częściej myślę o przeniesieniu się na studia bliżej rodziców. Nie umiem jednak samodzielnie funkcjonować. Zachłysnęłam się tym życiem, myślałam, że złapałam Pana Boga za nogi. Tymczasem wyboru dokonałam iście złego. Mogę sobie pogratulować.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Gratuluję Vampirowi przejście przez malutki maturalny koszmaruś. Wielkie koszmarzysko przed Nim. Obyś tylko nie wybrał żadnej filologii. Idź na Polibudę, tam przynajmniej będzie z kim wypić.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 29 May 2007 23:30:06 +0200</pubDate><guid>http://izold.jogger.pl/2007/05/29/pisofszit/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Nie, nie, nie...</title><link>http://izold.jogger.pl/2007/05/09/nie-nie-nie/</link><description>&lt;p&gt;Ostatni mój wpis wywołał pewną burzę i był powodem pewnych zgoła błędnych przypuszczeń.&lt;br&gt;
To wszystko, co ostatnio się dzieje, skłania mnie do zadania sobie pytania, czy pisanie tutaj ma jakikolwiek sens?&lt;br&gt;
Nie uwzględniam nigdy poziomu moich wpisów. Są widoczne dla wszystkich odwiedzających. Nie mam właściwie tajemnic, poza kilkoma malutkimi, o których nigdy nie napiszę i raczej nikomu nie powiem. Jak każdy.&lt;br&gt;
Wielkim krokiem naprzód było uwierzenie w to, że mogę pisać rzeczywiście fajne bzdury...Niektórzy upatrywali w tym niezłą zabawę, gdy czytając mnie, wyobrażali sobie te kupy, rzygi i krwotoki. Inni wprost mówili, że to idiotyczne pisać o takich obrzydlistwach i pierdołach nikogo nie interesujących.&lt;br&gt;
Mnie szczerze mówiąc nudzą wpisy czysto techniczne. Zrzedłaby Wam mina, gdybym nagle zaczęła na moim joggu klasyfikować partykuły według kryteriów semantycznych i rozprawiać nagle o wokalizowaniu &quot;r&quot; w niemieckim. Nikogo to nie interesuje. Tak, jak nie interesuje Was to co jadłam na śniadanie, czy spóźniłam się na autobus i czy mój facet powiedział mi dzisiaj coś miłego.&lt;br&gt;
Rozważam zatem zakończenie prowadzenia jogga. Ewentualnie przeniosę go na inny, znany jedynie mnie adres. Nie wynika to z mojej niechęci do krytyki. Raczej z chęci odseparowania tego, co piszę od mojej osoby. Znacie mnie w większości i raczej nic się nie zmieni, jeżeli chodzi o to, jakie macie o mnie mniemanie. Moje pismactwo traktujecie zapewne jak lekko naciągane, dlatego poważnie zastanawiam się nad kapitulacją.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Jedną z wielu rzeczy, jaką chciałabym zrobić w życiu jest napisanie książki. Jednak postanowiłam sobie, że gdy postawię ostatnią kropkę, nie przeczytam wszystkiego jeszcze raz, bo zacznę wszystko poprawiać i spierniczę efekt. Tak, jak pierniczę go tutaj, czytając każdy wpis milion razy i zastanawiając się, czy to wypada, uchodzi itd.&lt;br&gt;
Nie, nie, nie...&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Wed, 09 May 2007 22:53:38 +0200</pubDate><guid>http://izold.jogger.pl/2007/05/09/nie-nie-nie/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Inteligencja</title><link>http://izold.jogger.pl/2007/05/02/inteligencja/</link><description>&lt;p&gt;Czym właściwie jest, i jaki człowiek winien być określany jako inteligentny?&lt;br&gt;
Tak naprawdę sami siebie mianujemy inteligentnymi. Nie znam osoby, która powiedziałaby o sobie, że nie jest inteligentna. Fakt, niektóre potwierdzą ten stan rzeczy tylko zapytane, ale zdecydowana większość chórnie twierdzi, że jest do cna tą cechą obdarzona. To dobrze, bo tacy ludzie rzeczywiście robią wszystko, by być postrzeganym, jako inteligentne. Zyskują sobie przyjaciół, znajomych, partnerów....tymczasem w czterech ścianach własnego domu wyłazi na wierzch ich wrodzona, powszechna i każdemu z nas przynależna ludzka głupota.&lt;br&gt;
Przykro i kłamliwie zaczyna być, gdy nie potrafimy się do swej głupoty przyznać.&lt;br&gt;
Ja należę do osób wkurwiająco skromnych. To oznacza, że nigdy nie powiem Wam, że ładnie dziś wyglądam. Zawsze wyszukam coś, co sprawi, że mam podstawy twierdzić, iż wyglądam najgorzej na świecie. Nie chwalę się wiedzą, mądrością i umiejętnościami. Czasami wprost zaznaczam, że jestem głupim pustakiem i trzeba do mnie mówić DUŻYMI LITERAMI. Denerwuje to wszystkich, którzy są zmuszeni tego słuchać.&lt;br&gt;
Co do wszystkich moich wad i ułomności z jedną tylko przeginam. Z inteligencją właśnie.&lt;br&gt;
Nie jestem w gruncie rzeczy aż taka głupia. Dosyć mocno odstaję od swoich znajomych i zawsze wydawało mi się, że moja durnota polega na nieznajomości Linuxa, kompilacji jąder i rozmów na tematy czysto dla mnie abstrakcyjne, a związane z komputeryzacją i elektroniką. Kiedy zaczynają się rozmowy na ten temat, nic nie stoi na przeszkodzie, bym wyszła, bo i tak nic z tego nie rozumiem. Sęk w tym, że nigdy nie wychodzę. I jeszcze większy sęk w tym, że nigdy nie wyjdę. Bo tylko podczas takich rozmów mam okazję przyjrzeć się reszcie &quot;aktywnie uczestniczącej&quot;. Nie uważam tego czasu za stracony. Z zegarkiem w ręku odmierzam czas, po którym ktoś wreszcie się zorientuje, że jest przecież Iza....i głupio tak ją całkowicie olać.&lt;br&gt;
Inteligencję silnie wiązałabym z dobrym wychowaniem i ogólną grzecznością. Człowiek inteligentny jest zazwyczaj wszechstronny i taktowny. Potrafi gadać o błyszczykach i serialach, będąc zapalonym geekiem. Szanuje ludzi i ich poglądy. Nie wpieprza się nigdzie jak przysłowiowa świnia w pomidory, ale zna umiar.&lt;br&gt;
Z racji takiej, że nigdy sobie nie schlebiam, dziś to uczynię. Ogłaszam wszem i wobec, że jestem inteligentna bez członkostwa w Mensie i innych tego typu organizacjach. Może i mam problemy z układaniem kolorowych klocków i zgadywaniem, który pasuje, a który od razu możemy odrzucić, ale nie mam problemów ze zorientowaniem się, kiedy mój czas się skończył. Tak jak teraz.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Wed, 02 May 2007 22:23:38 +0200</pubDate><guid>http://izold.jogger.pl/2007/05/02/inteligencja/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Study Fatal Error</title><link>http://izold.jogger.pl/2007/04/25/study-fatal-error/</link><description>&lt;p&gt;Powoli dojrzałam do tego, by przyznać się do popełnienia największego błędu w swoim dotychczasowym życiu. Błędem tym nazywam wybór kierunku studiów. Niestety po paru miesiącach studiowania stwierdzam, że te studia mnie po prostu męczą i denerwują.&lt;br&gt;
Błędem nie jest wybór studiów nauczycielskich, ale filologicznych. Nigdy nie nauczę się tego języka na tyle, by móc wyrazić wszystkie swoje myśli. Kiedy przychodzi moment, że muszę wypowiedzieć się na jakiś temat po niemiecku, strzela mnie kurwica. Zazwyczaj nie mówię to, co myślę, ale to, co umiem powiedzieć. Wywiązuje się z tego później beznadziejna dyskusja, w której wychodzi na to, że albo jestem durnym debilem ze wsi, albo chyba mam problemy ze słuchem, bo coś pominęłam. Czuję się strasznie, bo nie mogę i nie umiem się wykazać.&lt;br&gt;
Drugim powodem, dla którego uważam swoją decyzję za co najmniej głupią i złą, jest to, że ja się tak naprawdę mocno marnuję siedząc tam i szprechając nieudolnie coś tam od czasu do czasu. Być może jestem idiotką, ale czuję, że moje miejsce jest chyba gdzieś indziej.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Nigdy nie byłam zbyt światła i inteligentna, by porywać się na jakieś nader ambitne studia. Nigdy też nie uważałam, że nadaję się do czegoś więcej niż sprzątanie, zmywanie i opiekowanie się dziećmi. Rozpoczęcie studiów dodało mi trochę odwagi i wiary w siebie, co zaowocowało tym, że WRESZCIE przyznałam się przed samą sobą, że w dupie mam ten cały niemiecki, że nie jest piękny i śpiewny, tylko okropny i toporny, że nie przyniesie mi nigdy większych profitów, że gówno zarobię i będę poniewierana do końca życia przez męża, dzieci i całą resztę otoczenia.&lt;br&gt;
Z zazdrością spoglądam niemalże codziennie na ludzi, którzy robią to, co rzeczywiście lubią i realizują się, Dążą sobie do swoich małych i większych celów, znajdują spełnienie w swojej pracy i cieszą się, gdy coś im się uda.&lt;br&gt;
Ja niestety skończę te studia, ale nic mi to nie da, oprócz papierka. Do pracy w swoim zawodzie pójdę w ostateczności, ponadto będę przechujowym specjalistą i gówno wartym tłumaczem. Pomyliłam się raz, ale solidnie i będę zbierać tego owoce bardzo długo. Jeżeli wystarczy mi środków i zapału zapewne przekwalifikuję się, albo zajmę się po prostu pisaniem.&lt;br&gt;
Nie ma nic gorszego pod Słońcem od niemocy wyrażenia swoich myśli. Bez tego już zawsze pozostanę wśród moich znajomych i lektorów na uczelni, głupim wieśniakiem z giertychowską maturą....&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Wed, 25 Apr 2007 17:47:41 +0200</pubDate><guid>http://izold.jogger.pl/2007/04/25/study-fatal-error/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Krwawe oko i zielony gil..</title><link>http://izold.jogger.pl/2007/04/17/krwawe-oko-i-zielony-gil/</link><description>&lt;p&gt;To słowa-klucze ostatnich dwóch dni mojego żywota. Zapalenie spojówek i mega giga hiper zajebiaszczy katar umilają mi chwile spędzane w mojej akademikowej kiszce. Siedzę na zwolnieniu, odpoczywam.&lt;br&gt;
Oczywiście zgadliście. Długo się nie naodpoczywam, jutro maszeruję grzecznie do szkółki. Jakoś nie umiem egzystować bez konkretnego zajęcia, dlatego wracam do świata żywych ;]&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Wydawać nam się mogło, że wraz z kapitulacją memłoka i opuszczeniem przezeń naszego apartamentu, wszystkie problemy mieszkaniowe znikną jak bańka mydlana w bliskim spotkaniu trzeciego stopnia z krawężnikiem. Jesteśmy jednak w jeszcze większej i bardziej śmierdzącej dupie niż niegdyś.&lt;br&gt;
Nowa współlokatorka wraca późno, budzi nas, terroryzuje suszarką, czadzi płynem na łysienie, ogłusza chrzęstem złuszczanego naskórka podczas peelingu, który wykonuje codziennie około 3 lub 4 nad ranem. Chciałoby się powiedzieć &quot;wypierdalaj spać&quot; ale słów brak mi po tym, co zdarzyło się minionej nocy.&lt;br&gt;
Owa współlokatorka, prawniczka-nieuczka, posiada chłopaka-marynarza w mieście nadmorskim Szczecin. On, nieświadom sytuacji zaistniałych w stolicy, buja się po Bałtyku i myśli, że ukochana czeka na niego z ciepłą zupką i gotową dupką. Chuj wielki, jak szelki, mówiąc brzydko i prostacko. Luba zdradza go od paru tygodni z podejrzanym typkiem, o długich blond piórach, na którego patrzeć nie mogę, bo jakoby zamiast twarzy posiadał miednicę z poimprezowymi rzygowinami. Jest to młodzieniec dosyć miły i do orgazmu można doprowadzić go łatwo, puszczając dźwięki tartego buraka, bądź spawanej rury wydechowej od Zaporożca. &quot;Muzyka&quot; ta, jak ją nazywają, jest nieodłącznym elementem ich codziennych randek. Wczorajsza randka, jak na złość odbywała się w naszym skromnym pokoiku i zakończyła się ok. 8 rano, kiedy to &quot;Pan Naleśniczek&quot; (przyniósł swej lubej naleśniki, co by grubsza była) zwlókł się z tapczanika i oddalił się w niewiadomym kierunku, pozostawiając swą wybrankę, która w objęciach Morfeusza pozostaje do chwili obecnej.&lt;br&gt;
Wszystko byłoby okej, gdyby nie ich nocne zabawy, wyraźnie wprawiające mnie i Olę w zakłopotanie sytuacyjno-rozpoznawcze. Mlaski, memłania, sapy i wzdechy były pokarmem dla mych uszu przez około półtorej godziny w nocy...&lt;br&gt;
Pan Naleśniczek miał chyba wyraźny ślinotok, a Luba śluzotok, bo było dosyć &quot;głośno&quot;.&lt;br&gt;
Na zakończenie zdradzę Wam, że scenarzysta i współtwórca &quot;Mody na Sukces&quot; zbiłby fortunę, gdyby uwzględniał w swym scenariuszu dzieje naszych współtowarzyszy mieszkaniowej niedoli akademikowej. Chyba do niego przedzwonię....&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 17 Apr 2007 13:51:17 +0200</pubDate><guid>http://izold.jogger.pl/2007/04/17/krwawe-oko-i-zielony-gil/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Schabowy bity glanem, podprawiony dżdżowniczą treścią żołądkową i gęstym cieniem z lasku...Kabackiego...</title><link>http://izold.jogger.pl/2007/04/12/schabowy-bity-glanem-podprawiony-dzdzownicza-trescia-zoladko/</link><description>&lt;p&gt;Tytuł długi, w przeciwieństwie do minionych Świąt. Wszystko co dobre, szybko się kończy, a szczególnie jedzenie i ferie. To pierwsze czasami kończy się ku naszej uciesze, tak jak teraz, gdy nasze biedne brzuchy prawie wybuchają, o odbytnicach rozsadzanych gazami nie wspominając. To drugie kończy się boleśnie i srogo, gdy po długiej przerwie znów wstajemy raniutko i z codzienną kurwą mać na ustach, zmierzamy do szkół, prac, bądź innych miejsc, które obligatoryjnie przypadły nam w udziale, jako obowiązkowe miejsce codziennych pielgrzymek.&lt;br&gt;
Mimo, że wszyscy dostają sraczki i bólu na samą myśl o jedzeniu, napiszę o jedzeniu. Wasze kible będą uradowane, a roczne zasoby papieru toaletowego mogą się skończyć w godzinę.&lt;br&gt;
Lubię jeść. Szczególnie to, czego sama nie przyrządzam. Lubię patrzeć jak ludzie gotują. Czasami podziwiam te kulinarne akrobacje, skoki w dal z pryskającą patelnią, inspirujące rzuty cebulą w gar oraz zapasy z kolejną toną ziemniaków, kiełkujących z wiadra, wesoło poprzecinanych wykopkowymi łopatami. To bywa całkiem miłe i zabawne. Równie zabawne, a czasami nawet wręcz żenujące bywa gotowanie laików, lub tak zwanych: garołomów, którzy albo smażą kotlety w garnku na bigos, albo gotują torebkę ryżu na patelni. Oba przypadki garołomstwa są autentykami z akademikowej kuchni mej. Co ciekawe zatrważają mnie w tej kwestii dziewczyny, których wśród garołomnej braci jest przerażająca większość. Serdecznie współczuję ich przyszłym mężom, kochankom i biednym dzieciom, które jechać będą na kiślu instant i kotletach sojowych. Ja generalnie, osobiście i z pełną odpowiedzialnością przyznaję, że rewelacji nie popełniam, ale gotować, jako tako, potrafię. Pieczenie idzie mi gorzej, ale jestem pewna, że gdybym otworzyła cukiernię, moje ciasta grubości pokrywki sprzedawałyby się w ilościach porównywalnych z dziennym nakładem &quot;Gazety Wyborczej&quot;.&lt;br&gt;
Jako wygłodniały i wiecznie chudnący student się nie identyfikuję. Moja szanowna mamencja raczej nie pozwala mi głodować. Czasami tylko po ośmiu dniach na bigosie, śni mi się kurczak z frytkami, bądź micha spaghetti. Wtedy ratuje mnie Cobra ;]&lt;br&gt;
Jedzmy i pijmy, jako nam przykazano. A na wzdęcia, zgagę, nieżyt, żyt, uczucie rozsadzenia, bądź po prostu sraczkę, jak to zwać się powinno po ludzkiemu, nie idźmy do żadnej Goździkowej, ani do Basi od Ketopromu, ani do pani Małyszowej, co to się nie denerwuje, jak jej mąż, będący na bananowo-bułkowej diecie frunie aż miło. Idźmy do szkoły, pracy, bądź poczytajmy Pudelka. Od razu nam się zwróci cały świąteczny stół z nawiązką, przeżuty i zgryziony, pachnący wnętrzem i w bólach rodzący pytanie: &quot;I po co mi to było?&quot; :}&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Thu, 12 Apr 2007 20:54:26 +0200</pubDate><guid>http://izold.jogger.pl/2007/04/12/schabowy-bity-glanem-podprawiony-dzdzownicza-trescia-zoladko/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Zgniłego jaja i włosów pod pachami...</title><link>http://izold.jogger.pl/2007/04/06/zgnilego-jaja-i-wlosow-pod-pachami/</link><description>&lt;p&gt;Słynę z oryginalnych życzeń. Sceptycznie podchodzę do wszystkich, które przychodzi mi otrzymywać. Może są szczere w ok. 50%.&lt;br&gt;
Ja raczej nie składam życzeń, a jeżeli już to czynię, życzę wszystkim solenizantom i zasługującym, pieniędzy. Wszyscy wiemy, że jedyne czego człowiek tak naprawdę, najmocniej pragnie to kasa, forsa, szmal, wyngiel, kapusta, hajs itp.&lt;br&gt;
Bez forsy każdy narzeka. I to paradoksalnie nie na jej brak, ale jego skutki, czyli: bolącą wątrobę (długotrwały brak alkoholu), dziurawe buty (chociaż to klapki), przetarte spodnie (a przecież to jest trendi), smród spod pachy (a wystarczy szare mydło)...&lt;br&gt;
Gdy pojawia się kasa, człowiek gotowy jest zapomnieć o wszystkich swoich bolączkach i problemach. Pieniądze są więc najskuteczniejszym lekarstwem na większość dolegliwości, w tym szczególnie PMS, depresję, kaca, syfilis i grzyba między palcami.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Z okazji nadchodzących Świąt, których symbolem jest jajo i wesoły zajączek, którego mam ochotę solidnie kopnąć w zad za to, że od lat nic mi nie przynosi, życzę Wam, moi mili, średniomili i niemili, byście zawsze mieli pieniądze i wszystko co da się nimi wyleczyć. Życzę Wam kłopotów i długów, żebyście mieli na co wydać Wasz pierwszy milion. Życzę materaca wypełnionego banknotami stu dolarowymi, złotej wanny i maybacha z barkiem i kiblem. Wreszcie życzę Wam rozsądku i mądrości, która pozwoli Wam znienawidzić kasę. Byśmy kiedyś, całkiem szczerze życzyli sobie, nawzajem zdrowia, szczęścia i pomyślności. Bo teraz jest to niestety na zasadzie: &quot; Nie będę życzyć pieniędzy, bo jak to będzie, jak on/ona będzie je miała, a ja nie?&quot;&lt;br&gt;
Bądźmy w te święta szczerzy i nie życzmy &quot;Wszystkiego Najlepszego&quot; wszystkim tym, którym na pierwszym miejscu, przy pierwszej, lepszej okazji podłożylibyśmy największą i najbardziej tłustą świnię świata, by tylko upadł gębą w środek błota.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Fri, 06 Apr 2007 22:20:44 +0200</pubDate><guid>http://izold.jogger.pl/2007/04/06/zgnilego-jaja-i-wlosow-pod-pachami/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>&quot;Słuchaj ludzi, swoje myśl, pilnuj walizki&quot;</title><link>http://izold.jogger.pl/2007/03/27/sluchaj-ludzi-swoje-mysl-pilnuj-walizki/</link><description>&lt;p&gt;Te trzy złote zasady pt. &quot;Jak żyć, by przeżyć&quot; podał kiedyś do obywatelskiej wiadomości prof. Szczepański, który kierował w latach 70. Komitetem Ekspertów do spraw reformy edukacji.&lt;br&gt;
Są to nadzwyczaj mądre rady. Najbardziej podoba mi się ta trzecia. Niewątpliwie zdradza mentalność Polaków, którzy często chwytają się za to, co do nich nie należy. Pierwsze dwie uważam za dosyć przydatne. Ale samej trudno mi myśleć swoje. Za bardzo ulegam presji otoczenia i jestem taka, jaką mnie widzą ludzie. Wychodzę na tym, coraz częściej, gorzej niż myślałam. To od ludzi mam miliony kompleksów, to ludzie mną manipulują i kierują. Co najgorsze, nie umiem się od tego uwolnić. To tak, jakbym żyła dla ludzi, a nie obok nich.&lt;br&gt;
Jak się jednak okazuje, muszę szybko wyleczyć się z takiego przekonania, jeżeli naprawdę zamierzam uczyć. Uczeń to największy i najważniejszy krytyk nauczyciela i jedyny upoważniony niejako do oceny jego pracy. Wiem, że jeżeli nadal będę słuchać ludzi, i myśleć tak, jak oni chcą, uczniowie już w pierwszym roku mojej pracy założą mi kosz na śmieci na głowę, albo wyniosą mnie na kopach ze szkoły. Brzmi mało zachęcająco. Więc chyba łatwiej zacząć patrzeć na siebie własnymi oczami. Jedyne oczy, które widzą mnie taką, jaka jestem naprawdę, to oczy mojej mamy i Piotrka. Te pierwsze kochają mnie prawdziwą, dobrą miłością, ale widzą wady. Te drugie kochają mnie pomimo wad i nigdy nie przeistaczają obrazu mojej osoby. Drugie patrzą na mnie coraz częściej, prawie codziennie. Pierwsze tęsknią za mną. Mimo, że obrazy pierwszych i drugich różnią się od siebie, oba są bardzo prawdziwe.&lt;br&gt;
Jestem zła, gdy Piotrek mówi: &quot;Jesteś naprawdę zajebista i ładna&quot;. Jestem zła, bo nie potrafię w to uwierzyć. Cierpią na tym wszyscy, bo ja ciągle na siebie narzekam i napieprzam.&lt;br&gt;
Przyznaję, że powoli dojrzewam do napisania notki, w której postawię siebie w dobrym, jasnym świetle. Bez narzekań na wagę, za słoną zupę i beznadziejne usposobienie. Znajdę w sobie chociaż trzy zalety, chociażbym miała myśleć do końca życia :P&lt;br&gt;
O nie....znowu...&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 27 Mar 2007 11:00:53 +0200</pubDate><guid>http://izold.jogger.pl/2007/03/27/sluchaj-ludzi-swoje-mysl-pilnuj-walizki/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Dorośli się piorą...</title><link>http://izold.jogger.pl/2007/03/25/dorosli-sie-piora/</link><description>&lt;p&gt;I jest to żenujące. Od paru dni obserwuję całkiem z boku &quot;wojnę&quot;, którą prowadzą jacyś ludzie z Viedźmą. Pełną i prawdziwą wojną tego nie nazwę, ponieważ druga strona, czyli Viedźma pozostaje bierna i właściwie się tylko śmieje. I chyba dobrze robi. Bo patrząc na to, co wypisuje na nią agresor, czuję się jak w piaskownicy, gdzie dzieci kłócą się o grabki i upieprzone błotem, dziurawe wiaderko. Po trzykroć żenujące.&lt;br&gt;
Dzieci mają to do siebie, że nie lubią, jak im się ktoś wpieprza w paradę i nie znają słowa &quot;kompromis&quot;. Dorośli, jak mniemałam do niedawna, znają to słowo i wdrażają jego semantyczność w codzienne życie. Mniemałam i się pomyliłam, bo nawet ci, którzy odznaczać się powinni choć przyzwoitymi manierami i ilorazem inteligencji, podkładają sobie przysłowiowe świnie, jak Michał Wiśniewski swej cytrusowej, byłoobecnej, żonce.&lt;br&gt;
Szczegółów owej walki Wam nie opowiem, bo się totalnie nie znam. Chodzi o hackowanie czegoś tam czymś tam z kimś tam. Jedno jest raczej pewne. Otóż komuś się nudzi i ma chyba nienamacalną potrzebę zrobienia na złość komuś od siebie lepszemu, a w dodatku kobiecie.&lt;br&gt;
Cóż kochani mężczyźni, musicie pogodzić się z tym faktem, że matriarchat może istnieć i zaistnieje onegdaj, kiedy to plemniki wyhodujemy sobie w słoiku po musztardzie i w odpowiednim momencie, bez zbędnych &quot;ceregieli&quot; urodzimy sobie fajnego, małego kompana do kochania, a nie utrzymywania. :}&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 25 Mar 2007 11:11:42 +0200</pubDate><guid>http://izold.jogger.pl/2007/03/25/dorosli-sie-piora/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Dobry lag nie jest zły</title><link>http://izold.jogger.pl/2007/03/20/dobry-lag-nie-jest-zly/</link><description>&lt;p&gt;Otóż to. Powracam po tygodniu milczenia i kontemplacji. Chyba nie wydarzyło się nic, co mogłoby spowodować u mnie nagły wylew odczuć i myśli. Jednak uznałam, że dobry pisarz, pisze codziennie. Nie jestem ani dobry, ani pisarz, zatem zrobiłam sobie tydzień przerwy i powracam teraz oto, rześka i gotowa do narzekań, których miał być definitywny koniec, ale nie wyszło.&lt;br&gt;
Pogoda nie zachęca do wzmożonej aktywności. Siedzę bowiem na łóżku, pod kocem, delektuję się dzisiejszymi odwołanymi zajęciami. Powiecie, że zesztywnieję lub stetryczeję. A dupa. Wcale nie, bo za godzinę idę poskakać na aerobiku. Nie pałam szczególnym zapałem w tym kierunku, ale obowiązek obowiązkiem jest, jak to kiedyś śpiewała czterobrwiowa Bartosiewiczówka.&lt;br&gt;
Moim marzeniem ostatnich kilku tygodni jest wygrzebanie spośród wszystkich paskudnych i marnych moich dni, jednego, który poświęcę na sztywkę w łóżku z lapem, książką i batonikami. Muszę zorganizować sobie owy dzień i zapomnieć chociaż na 24 godziny o wszystkim, co codziennie za mną łazi i wchodzi mi na głowę.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
20 marca uznałam jakiś czas temu za dzień szczególny. Jest on szczególny dla mnie i tylko dla mnie, mimo, że nie powinnam samotnie rozkoszować się jego szczególnością. Przywiązuję ogromną rolę do dat, godzin i wszelkich wyznaczników upływającego czasu, być może dlatego wysunę dziś jakąś refleksję z mojego, a raczej naszego, trwającego niemal trzy lata związku. Refleksję tę, jeśli pozwolicie zachowam dla siebie i w sobie. Niechaj ogrzewa mnie od środka, jeśli od zewnątrz nie ma nawet słońca. Trzy lata temu też go nie było. Może taką ma już naturę ten 20 marca? :}&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 20 Mar 2007 14:22:16 +0100</pubDate><guid>http://izold.jogger.pl/2007/03/20/dobry-lag-nie-jest-zly/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Czego chcesz babo?!?</title><link>http://izold.jogger.pl/2007/03/13/czego-chcesz-babo/</link><description>&lt;p&gt;Zrozumienia. Tyle, że nigdy, przenigdy mężczyzna nie zrozumie kobiety. Nie ma takiej opcji. Dziś byłam świadkiem kłótni mojej dobrej koleżanki z jej dobrym chłopakiem. Słyszałam argumenty tylko jednej strony, bo kłótnia odbywała się drogą telefoniczną. Wkurzyłam się na baby! Widzimy złe strony tylko u innych, same jesteśmy &quot;idealne&quot;. Sama zachowuję się identycznie. Do tego jesteśmy zazdrosne i wredne. Współczuję Wam, drodzy Panowie.&lt;br&gt;
Drugim powodem, dla którego współczuję Wam, Drodzy Panowie, są nasze wydatki. Niestety zauważam u siebie oznaki przyszłej rozrzutności. Chyba wolę nie mieć kasy, bo gdy ją mam, zachowuję się okropnie. Z każdego sklepu, który mijam, kupiłabym przynajmniej 5 rzeczy dla siebie. Może tylko obok wędkarskiego przeszłabym niewzruszona, bo tam same haczyki :P&lt;br&gt;
Trzecim powodem, dla którego współczuję Wam, Drodzy Panowie, jest nasze osławione napięcie przedmiesiączkowe, którego ja nie mam, lub jak kto woli, mam przez cały miesiąc. Mój biedny mężczyzna musi to znosić i znosi dzielnie. W odpowiednich momentach potrafi powiedzieć subtelne &quot;Zamknij się!&quot;. Czasami ma rację, zaprawdę ;]&lt;br&gt;
Na zakończenie chciałabym Wam życzyć, żebyście nigdy nie byli kobietami. Bo one są okropne i nikt ich nie rozumie. Nawet ja.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 13 Mar 2007 21:23:52 +0100</pubDate><guid>http://izold.jogger.pl/2007/03/13/czego-chcesz-babo/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Koniec</title><link>http://izold.jogger.pl/2007/03/09/koniec/</link><description>&lt;p&gt;Koniec obżarstwa.&lt;br&gt;
Koniec narzekań.&lt;br&gt;
Koniec zmartwień.&lt;br&gt;
Koniec kłopotów.&lt;br&gt;
Koniec zimy.&lt;br&gt;
Koniec lenistwa.&lt;br&gt;
Koniec Capitana America.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Koniec wszystkiego, co złe i pesymistyczne. Odżyłam, obudziłam się ze śpiączki, trwającej prawie 20 lat. A wszystko za sprawą wiosny, Cobry i jednej, przypadkowo poznanej osoby....Choć nie będzie miała dla mnie większego znaczenia, uświadomiła mi, że świat wcale nie jest nastawiony do mnie Anty. Zaprawdę powiadam Wam, ja do niego też nie.&lt;br&gt;
I nie zmieni mojego nastawienia nawet to, że niebawem poniedziałek i znowu zajęcia. I bardzo dobrze. Bez pracy bym umarła :}&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Życzę Wam takiego olśnienia, jakiego ja doznałam. Niechaj Wam wiosna zagląda w dupy i eliminuje całe gówno, jakie napotka na swojej drodze.&lt;br&gt;
Pozdro :}&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Fri, 09 Mar 2007 21:29:17 +0100</pubDate><guid>http://izold.jogger.pl/2007/03/09/koniec/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Wysusz śledzia!</title><link>http://izold.jogger.pl/2007/03/06/wysusz-sledzia/</link><description>&lt;p&gt;Moja sytuacja mieszkaniowa pewnie Was już niewiele obchodzi (leciutko się wszystko zjebało). Powiedzieć muszę jedynie to, że nie mieszkam z Mileną, tylko z prawniczką. Mimo jej uczonego fachu szczekania i wygłaszania swoich racji, to ja musiałam załatwiać jej sprawy i robić porządek. Znów usłyszałam, że byłabym dobrym prawnikiem. Chyba z przykrością muszę stwierdzić, że gówno prawda. Tutaj powinno nastąpić autobiczowanie i lamenty z powodu mojego, ujemnego wręcz IQ, ale nie nastąpi, ponieważ....&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
...wczoraj przestraszyłam się, że mnie rzuci jedyny facet na świecie, który mnie chce. Ma chłop dosyć takiej marudnej baby, babsztyla, krówska, tłuściocha...Fuck, miało być bez samotrzaskania się po pysku.&lt;br&gt;
W czwartek do domu. Wreszcie. Dożywię się i pomarznę. Pokłócę się i obejrzę kolejny głupi serial. Jak za dawnych lat, powkurwiam się i wrócę ze wzmocnionymi nerwami. Przyda się.&lt;br&gt;
Od 15 minut słyszę tylko suszarki do włosów. Niechaj będą przeklęte. Dobrze, że nie wymyślili suszarek do innych części ciała, bo by mi tu powywalane narządami rozrywkowymi do góry leżały, psity jedne. Amen.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 06 Mar 2007 23:21:13 +0100</pubDate><guid>http://izold.jogger.pl/2007/03/06/wysusz-sledzia/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Alternatywy 4.... Żwirki i Wigury 97/99</title><link>http://izold.jogger.pl/2007/03/04/alternatywy-4-zwirki-i-wigury-97-99/</link><description>&lt;p&gt;U nas jak na Alternatywy ostatnio. Jak Cobra wspomniał, memłok opuścił nasze salony. Za to dwie godziny później wniosła się Asia. Asia studiuje prawo na trzecim roku i jest dosyć sympatyczna. Raczej przeciętnej urody, miła dziewczyna. Niepyskata, skłonna do kompromisów chyba. Chyba...&lt;br&gt;
Nie pomieszkamy razem długo. Jeszcze w tym tygodniu zgodziła się zamienić miejscami z Mileną. Wszystko więc niebawem może wrócić do normy. Może...bo ostatnio nic nie idzie tak, jak powinno.&lt;br&gt;
Debet. Fu. Nie chcę. Już wypełniałam dziś wniosek o otworzenie debetu, ale w porę się opamiętałam. W mig zjadłyby mnie odsetki, bo znając siebie, przerżęłabym dodatkową kasę na ciuszki, albo kosmetyki. Nie. Nie. Nie pozwólcie mi tego uczynić. Do Ciebie mówię ;]&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Dzisiejszy dzień sponsoruje firma Bella. W całości więc spędzę go na swoim wyrku, obłożona książkami, kserówkami....i czekoladą. Rano tylko natknęłam się na miły akcent. Rodzice Oli przyjechali i przywieźli dużo dobrego jedzenia, jej mama zrobiła nam śniadanie (tutaj pokłony dla niej).&lt;br&gt;
Rodzice to fajna sprawa. Ratują biednego, zabidzonego studenta od śmierci głodowej i wprowadzają dreszczyk emocji, gdy niespodziewanie zjawiają się w progu akademikowego apartamentu.&lt;br&gt;
Żegnaj bułko z serkiem topionym. Witaj schabie z morelą i sałatko jarzynowa. Mniam ;]&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 04 Mar 2007 14:54:39 +0100</pubDate><guid>http://izold.jogger.pl/2007/03/04/alternatywy-4-zwirki-i-wigury-97-99/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Świat według memłoka.</title><link>http://izold.jogger.pl/2007/02/27/swiat-wedlug-memloka/</link><description>&lt;p&gt;Memłok niezaprzeczalnie zwycięża. Porażkę odnosimy sromotną i codziennie biję się w moje znikome piersi, że od razu nie pokazałam jej, gdzie tzw. raki zimują. Wczoraj przegięła pałę dosyć mocno. Na pytanie: &quot;Kiedy się wyprowadzasz?&quot; odpowiedziała warkiem i rykiem jak zdezelowany trabant, że wyprowadzi się, jak ją najdzie ochota. Muszę zatem zdobyć numer do owej &quot;ochoty&quot;, żeby ją naszła i to jak najszybciej, najlepiej w ciemnym zaułku, gdzieś w okolicach warszawskiej Pragi.&lt;br&gt;
Pocieszającym może być fakt, że zaczyna pakować manele. Dziś na własne oczy widziałam, jak wywleka dosyć już wiekowy plecak z szafy i coś do niego ładuje. Może wyniesie się jednak bez interwencji &quot;ochoty&quot;?&lt;br&gt;
Kolejne zajęcia z aerobiku miałam dziś ku swojemu wielkiemu zdziwieniu- z facetem. Taki trochę szminkarz i laluś, pasemeczka bez odrostów i jędrna pupcia wprost pasująca kształtem rowka do mojego trampka. Ale kopać nie trzeba było. Ani razu nie nazwał mnie tłuściochem. Raz podszedł do mnie i mi wyprostował kolano, na co ja zawstydzona wyrzekłam :&quot;Niech mnie pan nie dotyka, bo jestem brzydalem!&quot; A on jak gdyby nigdy nic: &quot;Piękny z pani brzydal&quot;. To było miłe, naprawdę. Chyba jednak wolę współpracę z mężczyznami, bo oni przynajmniej kłamać umieją perfekcyjnie i bez mrugnięcia okiem.&lt;br&gt;
Jutro powraca z wielkiego świata koleżanka Milena. Szczerze jej współczuję nadrabiania zaległości, ale co się wybawiła, to jej. Pomieszkała na obcej ziemi za darmochę, a teraz wraca do szarej rzeczywistości.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Co do memłoka, to tak na koniec tylko powiem, że szkoda mi już nawet biednego Mundka, którego mogłabym jej wrzucić do herbaty. Ona chyba nie zasługuje na taki zaszczyt, a Mundi na taką karę. Śpij spokojnie memłoku, unicestwimy Cię po cichu ]:-&amp;gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 27 Feb 2007 21:37:47 +0100</pubDate><guid>http://izold.jogger.pl/2007/02/27/swiat-wedlug-memloka/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Stwardnienie łechtaczki</title><link>http://izold.jogger.pl/2007/02/25/stwardnienie-lechtaczki/</link><description>&lt;p&gt;Idea podania pięciu mało znanych rzeczy o sobie spodobała mi się na tyle, że postanowiłam głęboko to przemyśleć i zastanowić się, czego właściwie o mnie nie wiecie?&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
1. Nie lubię swojego małego palca u stóp. Z rosnącą nienawiścią nazwałam go Rysiem z Klanu. Uważam, że jest mi niepotrzebny i z czystym sumieniem mogłabym sobie go odciąć. Tylko wtedy moja stopa straci swój urok. To tak jak &quot;Klan&quot; straciłby swój &quot;urok&quot; po odejściu Ryśka.&lt;br&gt;
2. Urodziłam się 3 tygodnie po terminie, ponadto miałam być chłopcem, Piotrusiem. Niezbyt entuzjastycznie podchodziłam do swojego przyjścia na ten świat, toteż wyjęto mnie siłą. Jestem tu zatem nie ze swojej winy. Co do moich męskich korzeni, to tytuł notki powinien dać Wam pełen obraz sytuacji ;]&lt;br&gt;
3. Najbardziej na świecie boję się wody i...przyszłego męża, ewentualnie człowieka, z którym przyjdzie mi dzielić życie. Nigdy w życiu nie zanurzyłam głowy, chociaż pływać umiem. A dlaczego boję się męża? Tego nie wiem, ale boję się, że w przypływie nerwów zaciuka mnie nożem kuchennym, albo otruje.&lt;br&gt;
4. Gdy byłam mała, dwa razy podpaliłam łóżko mojego dziadka, gdy na nim spał. Nie przypominam sobie, bym chciała go uśmiercić, ale z jakichś powodów postanowiłam podsmażyć dziadka i okopcić kanapę. Pożar dwa razy gasiła moja rozhisteryzowana mama.&lt;br&gt;
5. Nienawidzę spóźniania się. Jeżeli ktoś spóźnia się na spotkanie ze mną, ewidentnie igra ze śmiercią. W najlepszym przypadku moja lepsza strona weźmie górę i tylko go zjebię. Niestety często na tym się nie kończy i obrażam się na śmierć i życie.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
No to chyba jest już pięć. Szósta byłaby taka, że sama siebie nie znam tak do końca. I w przypływie nerwów i wściekłości zmieniam się nie do poznania. A siódmą sobie zachowam dla siebie, bo sama się jej boję :P&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 25 Feb 2007 21:05:56 +0100</pubDate><guid>http://izold.jogger.pl/2007/02/25/stwardnienie-lechtaczki/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Dziecko prawdę Ci powie.</title><link>http://izold.jogger.pl/2007/02/23/dziecko-prawde-ci-powie/</link><description>&lt;p&gt;Jak zapewne zauważyliście, moją ostatnią notkę skomentowała niejaka &quot;Sister&quot;. Jest to nikt inny, jak tylko moja młodsza siostra, którą w tym miejscu pozdrawiam serdecznie i ciepło.&lt;br&gt;
Uwadze Waszej nie uszło także to, co owa Sister napisała. Nie zaprzeczam, że posłużyła się lekką hiperbolizacją, ale ma dziecko rację.&lt;br&gt;
Tak się jakoś składa, że zawsze, gdy zjeżdżam do domu i mam okazję, długo rozmawiam z juniorką o tzw. &quot;Dupie Maryni&quot;. Chociaż co drugi dzień dostaje jakąś pałkę i nie wykazuje najmniejszego zainteresowania szkołą, jest dzieckiem nader inteligentnym. Podziwiam jej sposób postrzegania świata i pomysły, na jakie zwykła wpadać. Targają nią różne fobie, największa dotyczy rzygania i ogólnie spraw czysto gastrycznych. Przed zjedzeniem każdego posiłku pyta, czy: &quot;Można zupę po bananie? Można kanapkę z serem po zupie? Można herbatę po kanapce z serem? Można kotleta po herbacie? itd.&quot; Otoczenie jest już mocno podkurwione tym stanem rzeczy, ale cóż mamy zrobić? Ewki świat wewnętrzny może zostać gwałtownie wydalony w postaci wymiotów, wypadałoby zapobiec temu i ulżyć jej w strachu.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
To tyle o mojej siostrze...czas zdać relację z akcji pod kryptonimem &quot;Wypierdalaj Mimozo&quot;.&lt;br&gt;
Otóż, na nasze nieszczęście przeciwniczka okazuje się nieugięta. Nie odzywa się do nas, nie zauważa (?), że co wieczór odłączamy jej kabelek sieciowy, żeby nam nie klepała do rana na klawiaturze. Doszłyśmy już do takiej perfidii, że obgadujemy ją przy niej....i nic. Dzięki NNB mamy stosowny do naszego przedsięwzięcia element muzyczny, który skrzętnie wykorzystujemy. I nic. Postępy robimy niewielkie. Pociesza mnie jedynie fakt, że dwa dni temu podejrzałam, jak Mimoza szuka sobie lokum na szybko.pl. Powinna sobie poszukać na bardzo-arcy-hiper-szybko.pl. Tak byłoby lepiej dla nas wszystkich.&lt;br&gt;
Na niedzielę zaplanowałyśmy z Olą kolejny atak, tym razem słowno-argumentacyjny, czyli rozmowę. Grzecznie i rzeczowo przedstawimy jej nasze odczucia, co do jej obecności na naszym terytorium. Jeżeli to nie poskutkuje, będzie trzeba zastosować środki nadzwyczajne w postaci ustawicznego utrudniania jej koegzystencji z nami, wykorzystując robactwo i złośliwość Izy Kopeć jako głównego narzędzia walki.&lt;br&gt;
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Poćwiczę sobie rzucanie ciętą ripostą przed wtorkowym aerobikiem :D Trwajcie ze mną w bólu.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Fri, 23 Feb 2007 14:33:22 +0100</pubDate><guid>http://izold.jogger.pl/2007/02/23/dziecko-prawde-ci-powie/</guid><category>Ogólne</category></item><item><title>Myślałam, że gorzej być nie może...</title><link>http://izold.jogger.pl/2007/02/20/myslalam-ze-gorzej-byc-nie-moze/</link><description>&lt;p&gt;.....siarczyście się pomyliłam. Aerobik. Ambitnie zapisałam się na owe zajęcia z nadzieją na polepszenie kondycji i samopoczucia. Doświadczenia poprzedniego semestru spowodowały, że wybrałam inną prowadzącą. Tamta nazywała mnie tłuściochem, ale ja nie pozostawałam jej dłużna :} Umiejętnie odpłacałam się pięknym za nadobne, informując ją, że włosy myje się szamponem, a nie naciera smalcem. Parę razy wytknęłam jej też, że nie ma cycków i zwisa jej flak, który ona dumnie nazywała &quot;brzuchem&quot;.&lt;br&gt;
Dziś, pełna nadziei i energii podreptałam na WF. Co się okazało? Kobieta, o żabim wyrazie twarzy, umięśnieniu Pudziana i wierutnym zezie, oznajmiła wszem i wobec, że poprowadzi w tym semestrze zajęcia z naszą grupą. Po pierwszych pięciu minutach ćwiczeń już wiedziałam, że to fanatyczka. Drze żabi otwór gębowy, macha na wszystkie strony maczugami. Jak cyborg. Zapewne zechce, byśmy i my zamieniły się w żądne aerobikowania się we dnie i w nocy, niewyżyte lalki z wykręcanymi nogami, rękami i zdejmowaną głową.&lt;br&gt;
&lt;br&gt;
Choć mam jeszcze możliwość, nie zrezygnuję z tych zajęć. Trochę ruchu mi się przyda. A Opatrzność czuwa nad tym, by mój zwalisty tyłek nie przeciążył mojej tłustej osobistości pewnego uroczego dnia ;] A i może głowa mi się przeistoczy w zdejmowaną? Kto wie? :P&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 20 Feb 2007 23:00:25 +0100</pubDate><guid>http://izold.jogger.pl/2007/02/20/myslalam-ze-gorzej-byc-nie-moze/</guid><category>Ogólne</category></item></channel></rss>
